Banki pomagają walczyć z bezrobociem w małych miasteczkach

banki pomagają walczyć z bezrobociemNiewielkie miasteczka charakteryzują się niskim stopniem przestępczości. Nic dziwnego, skoro raczej wszyscy (lub zdecydowana większość) są znajomymi i sąsiadami. Z drugiej strony, widać w nich spore bezrobocie i niewielkie perspektywy na walkę z nim. W jaki sposób mogą pomóc banki? Wcale nie chodzi o kredyty konsumpcyjne. O tym poniżej.

Oddziały rozsiane wszędzie

Analizując poczynania wielu banków, można odnieść wrażenie, że ich nadrzędnym celem jest dotarcie do jak największej liczby osób. Z miesiąca na miesiąc stale wzrasta liczba placówek i oddziałów. Niektóre z nich są zlokalizowane w bardzo odległych miejscach. W związku z powyższym, niezbędna jest coraz większa liczba pracowników. A jak wiadomo, najłatwiej jest zatrudniać lokalnie. Jak twierdzą osoby, którym udało się znaleźć pracę w bankach, w ich niewielkich miasteczkach to najlepsza rzecz, jaka mogła im się przytrafić.

Praca, rozwój, relokacja, edukacja

Bankowcy zatrudnieni w najmniejszych oddziałach mogą liczyć nie tylko na pracę i nieustanny rozwój (tak, jak ich koledzy), ale także na zupełnie nowe dla nich możliwości i perspektywy. Otóż praca w banku może niejednokrotnie stwarzać im szansę na relokację do dużego miasta. Zatrudnienie mają gwarantowane. Bardzo podobnie jest z mieszkaniem i zaspokajaniem podstawowych potrzeb. Warto podkreślić, że obecnie na rynku polskim istnieje nadal niewielki odsetek przedsiębiorstw, które mogą zapewnić swoim pracownikom aż tyle. Praca w banku jest niewątpliwie sposobem na walkę z bezrobociem w małym mieście, czy obszarze miejsko-wiejskim.

Bo nie ma tego złego…

To miało być wielkie wyzwanie. Praca bank Poznań miała otworzyć przede mną drzwi do kariery. Nie wiedziałam co prawda czy na pewno, ale jednak moja kierowniczka ciągle mi to powtarzała, bo Poznań to duże miasto, nie to co filia naszego banku w małej mieścinie. Kiedy jechałam pierwszego dnia i miałam dowiedzieć się jak będzie wyglądać praca bank Poznań, to niestety miałam wypadek samochodowy. I nie zdążyłam się przekonać, czy praca bank Poznań da mi szansę na karierę, bo zanim ją zaczęłam już się skończyła. W szpitalu spędziłam półtora miesiąca, potem rehabilitacja dwa miesiące. W tym czasie w Poznaniu zatrudnili za mnie kogoś innego, a ja wróciłam ostatecznie do swojej starej pracy w małej mieścinie, do swojej kierowniczki, która dbała, żebym się nie przemęczała. I w sumie doszłam do wniosku, że po co mi praca bank Poznań, po co mi kariera, jak tutaj mam wszystko czego mi potrzeba – dobrych i troskliwych ludzi, na których zawsze mogę liczyć, kierowniczka codziennie była u mnie w szpitalu, nawet jak byłam nieprzytomna, bardzo to doceniałam.

 

Do trzech razy sztuka

Szłam ulicą i nagle zobaczyłam napis: Praca bank Łódź czeka właśnie na Ciebie. To ciekawe, że praca na kogoś czeka. Ja obecnie zastanawiałam się nad zmianą pracy, bo swojej miałam po prostu dosyć, ale nie odejdę dopóki czegoś innego nie znajdę. A tutaj takie głupie ogłoszenie. No tak, to teraz jak powiem znajomym, że jestem niezadowolona z obecnej pracy, to mi powiedzą, że przecież praca bank Łódź czeka na mnie i mogę sobie iść tam pracować. Bardzo mnie to zdenerwowało. Kiedy kolejnego dnia wracałam ze swojej okropnej pracy znowu widzę ten napis, że praca bank Łódź na mnie czeka. Byłam zła, ale nic nie zrobiłam. Kiedy trzeci raz mijałam napis postanowiłam wejść i powiedzieć co na ten temat myślę, ale zamiast zrobić awanturę, to odbyłam rozmowę kwalifikacyjną i nie uwierzycie, faktycznie praca bank Łódź czekała na mnie. Dostałam tą pracę. Jak na skrzydłach szłam następnego dnia do firmy złożyć wymówienie, teraz będę miała o niebo lepsze zajęcie. I przede wszystkim będzie tu inne podejście do człowieka, bo nikt nie jest niewolnikiem.

Czasem trzeba coś zmienić

Już nie mogłam się doczekać. Wyglądało na to, że praca bank Toruń będzie od przyszłego miesiąca na mnie czekać. Musiałam jeszcze tylko uporządkować sprawy z obecnym pracodawcą. Nie będzie to trudne, bo już wcześniej wspominałam, że będę chciała odejść. Szef to rozumiał i nie miał do mnie żalu. Po prostu nie dawałam rady pracować w takim trybie. Pracowałam od 7 do 15. niby wspaniale, gdyby nie to, że dojazd do pracy zajmował mi dwie godziny. Tym sposobem o 5 musiałam wychodzić z domu. A wstawałam o 4. Do domu wracałam na 17. Zrobić obiad, ogarnąć cokolwiek i była 21. Kładłam się, a o 4 pobudka. I tak codziennie. Nic nie miałam z życia. Chciałam koniecznie znaleźć jakąś pracę bliżej miejscowości zamieszkania i wtedy trafiłam na ofertę praca bank Toruń. Do Torunia miałam raptem 20 minut, więc to byłaby idealna praca. Szkoda mi było dawnej pracy, bo lubiłam i szefostwo, bo to byli mili ludzie i koleżanki, ale te dojazdy mnie dobijały. Chwilami chodziłam półprzytomna ze zmęczenia, kilka razy przejechałam stację i pojechałam dalej, bo usnęłam w pociągu.